Rozwój międzynarodowego rynku marihuany medycznej i jej dystrybucja w Polsce

Autor zdjęcia: Michael Wolf

Tego lata Polska stała się dwunastym państwem Unii Europejskiej legalizującym sprzedaż produktów medycznych na bazie ziela konopi innych niż włókniste. Produkty takie umożliwiać będą leczenie niektórych chorób. Na przestrzeni ostatnich lat, na całym Świecie ustawodawcy nowelizowali swoje prawodawstwo dotyczące marihuany w kierunku zwiększenia dostępu do niej dla pacjentów i konsumentów. Na chwilę obecną marihuanę medyczną uznaje się za legalną w 29 krajach na Świecie, jednakże tylko z dwóch prowadzony jest jej eksport za granicę (Kanada i Holandia).

Czytaj dalej

Reklamy

Kilka gorzkich słów o manierze tłumaczenia wszystkiego w polskich sądach

Wiem, że ostatnio bicie w sądy i sędziów jest w modzie. W złym tego słowa znaczeniu. Przykro mi zatem odrobinę, że dziś chciałbym się przyłączyć do głosów lamentujących na kondycję polskiego sądownictwa. Ponieważ jednak przy innych okolicznościach broniłem sądów i ich niezależności, czuję się uprawniony do wypowiedzenia kilku słów a propos manii tłumaczenia wszystkiego w polskich sądach. Ma to szczególne znaczenie w sporach z elementem transgranicznym.

Polscy sędziowie skarżą się często, że akta sprawy rozrastają się często do niebotycznych rozmiarów bez potrzeby (zob. niezwykle skądinąd ciekawy wywiad z sędzią Jarosławem Gwizdakiem z Katowic w GW, Duży Format, 17 października 2016). Słusznie sądy proces ten próbują kontrolować. Faktem jest, że rozrost objętości akt jest z reguły nieuzasadniony. Nie dziwię się sędziom, bo mnie również doprowadza do szału metoda produkowania wielostronicowych pism procesowych metodą „wytnij wklej”. Pism, które niewiele wnoszą do sprawy i są raczej rezultatem braku refleksji niż pogłębionej analizy. Niech mi jednak również wolno będzie wysłowić pretensję, że sądy w określonej mierze same ponoszą winę za nadmierny rozrost objętości akt.

Czytaj dalej

Zasady reprezentacji spółek w stanie Delaware

Zasada ultra vires w common law

W systemie common law obowiązuje reguła ultra vires, oznaczająca działanie „ponad siły”. Zgodnie z zasadą ultra vires, ważność czynności prawnej jest niezależna od tego czy organ podmiotu lub osoba uprawniona jest umocowana do dokonania określonej czynności prawnej. Wobec czego w common law przyjmuje się domniemanie, że każdy dokument podpisany w imieniu spółki jest wiążącym dokumentem spółki. Np. uchwała Rady Dyrektorów o powołaniu spółki córki w Polsce.

W przypadku amerykańskiego prawa korporacyjnego zasada ultra vires, będąc prawem zwyczajowym legalizuje czynności nieuprawnionych osób działających w imieniu spółki. Unieważnienie tego typu czynności możliwe jest przez obalenie tego domniemania.

Biorąc pod uwagę treść art. 17 polskiej ustawy – Prawo prywatne międzynarodowe, w tym w szczególności ust. 3 pkt 6, w przełożeniu na spółkę zarejestrowaną w Delaware stosuje się do niej prawo amerykańskie, ponieważ jej siedziba znajduje się w USA. Ma to także odniesienie do zasad reprezentacji, dlatego też w polskim porządku prawnym powinno się respektować zasadę ultra vires. Nie powinno mieć tutaj znaczenia brzmienie art. 39 polskiego Kodeksu Cywilnego, zgodnie z którym czynność podejmowana przez fałszywy organ osoby prawnej lub z przekroczeniem zakresu umocowania organu jest nieważną czynnością prawną. Wydaje się, że tak dalekie badanie reprezentacji amerykańskiej spółki jest zbyt daleko posunięte i powinno się poprzestać na przyjęciu, że skoro udzielone przez spółkę pełnomocnictwo: (i) posiada w swojej treści oświadczenie o posiadaniu uprawień do reprezentacji spółki, (ii) potwierdza to agent rejestrowy mający dostęp do wszystkich dokumentów spółki oraz następnie (iii) poświadcza notariusz amerykański, (iv) dołącza się klauzulę apostille, a także w Polsce przed notariuszem (v) okazuje się dokumenty, z których to uprawnienie wynika (o których szerzej dalej), to pełnomocnictwo zostało podpisane przez osobę do tego właściwie umocowaną.

Czytaj dalej

Pierwsza w Polsce monografia poświęcona postępowaniu dowodowemu w międzynarodowym arbitrażu handlowym

Nakładem wydawnictwa Wolters Kluwer ukazała się właśnie niezwykle ciekawa pozycja z zakresu międzynarodowego arbitrażu. Jest to książka autorstwa dr Konrada Czecha pt. „Dowody i postępowanie dowodowe w międzynarodowym arbitrażu handlowym oraz inwestycyjnym. Zagadnienia wybrane”. Autor podjął się pierwszej w naszym języku (wedle mojej wiedzy) kompleksowej i szczegółowej analizie reguł rządzących postępowaniem dowodowym w międzynarodowym arbitrażu handlowym. O publikacji jest mi tym przyjemniej donieść, że autor jest w zakresie doktoratu wychowankiem mojej uczelni – książka stanowi publikację rozprawy doktorskiej obronionej na Akademii Leona Koźmińskiego pod kierunkiem sędziego SN w stanie spoczynku prof. dr hab. Tadeusza Wiśniewskiego.

Wiadomym jest, że w ostatnich dziesięcioleciach nastąpiła swoistego jurydyzacja sądownictwa polubownego. Z odformalizowanej, biznesowej metody rozstrzygania sporów, arbitraż przeistoczył się w postępowanie znacznie bardziej przypominające proces sądowy – z licznymi formalnymi regułami przebiegu postępowania obowiązującymi sąd i strony. Dotyczy to również zasad przeprowadzania dowodów, które w arbitrażu są współcześnie (z reguły) dość szczegółowo określone. Tym co jednak ciągle odróżnia sąd powszechny od arbitrażu jest duża autonomia woli stron – w arbitrażu strony uprawnione są w szerokim zakresie kształtować reguły postępowania dowodowego, dostosowując jego zakres, kształt i metody do charakteru i rozmiaru danego sporu, osobistych preferencji i doświadczeń, środków którymi strony dysponują i czasu w jakim oczekują, że postępowanie się zakończy. Inaczej zatem niż w sądzie powszechnym w arbitrażu strony samodzielnie mają wpływ na to w jaki sposób postępowanie arbitrażowe będzie wyglądać. W arbitrażu istnieje jedynie niewielka liczba bezwzględnie wiążących zasad, które nie podlegają dyspozycji stron. Przede wszystkim strony nie mogą oczywiście uchylić zasady równości oraz podstawowych reguł, od których przestrzegania zależy zapewnienie prawa do sprawiedliwego procesu (prawo do sądu).

Czytaj dalej

Kilka uwag o znaczeniu niezależności sądów z punktu widzenia zasady swobodnego przepływu orzeczeń w sprawach cywilnych i handlowych w Unii Europejskiej

Jednym z podstawowych celów rozporządzenia Bruksela I bis (czyli rozporządzenia 1215/2012) i innych europejskich przepisów z zakresu międzynarodowego postępowania cywilnego jest dalszy rozwój „przestrzeni wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości” poprzez ułatwianie uznawania i wykonywania orzeczeń sądowych pomiędzy państwami członkowskimi UE. Cel ten stanowi wyraz ustanowionej Traktatem i intensywnie rozwijanej w ostatnich dekadach współpracy w sprawach cywilnych i handlowych. System ustanowiony przez rozporządzenia unijne opiera się na zasadzie wzajemnego zaufania (mutual trust) do wymiarów sprawiedliwości innych państw Unii, co wyraża się przede wszystkim w nakazie wzajemnego uznawania (mutual recognition) orzeczeń z innych państw członkowskich. Warto zauważyć, że w nawiązaniu do podstawowych dla UE traktatowych swobód gospodarczych (swoboda przepływu towarów, usług, itd.) na tle rozporządzenia Bruksela I przyjęło się mówić o „swobodnym przepływie orzeczeń” w sprawach cywilnych i handlowych.

Mówiąc o wzajemnym zaufaniu mamy przede wszystkim na myśli zaufanie normatywne, tj. prawny imperatyw określonego kredytu zaufania względem orzeczeń z innych państw członkowskich. Zupełnie inną kwestią jest rzeczywiste zaufanie społeczeństw czy funkcjonariuszy publicznych, którym powierzono implementację normatywnego zaufania w ramach wzajemnego uznawania orzeczeń. Rzeczywiste zaufanie jest bowiem określonym stanem psychiki człowieka i nie może zostać zadekretowane normą prawną. Może jednak być budowane latami ciężkiej pracy sądów, czy może szerzej – całego wymiaru sprawiedliwości, pod warunkiem zachowania wymogów sędziowskiej niezawisłości i niezależności. Zaufanie można też bardzo łatwo zniszczyć – zwłaszcza uderzając w niezależność sądów i podkopując ich autorytet. Sądy zależne nie dają wszakże rękojmi sprawiedliwego wyrokowania. Trudno zatem aby orzeczenia takich sądów objęte były wzajemnym zaufaniem w ramach Unii Europejskiej.

Czytaj dalej

Czy spory uchwałowe mogą być w Polsce rozstrzygane przez sądy arbitrażowe, a jeśli tak to na jakich zasadach?

Dopuszczalność prowadzenia sporów o uchylenie lub stwierdzenie nieważności uchwał spółek kapitałowych w arbitrażu od dawna jest przedmiotem ożywionej dyskusji w polskiej doktrynie prawa arbitrażowego. Doktryna nadal jest podzielona co do kwestii czy spory tego typu mają zdatność arbitrażową. Sceptycy przeszkodę dostrzegają w dwóch kwestiach. Po pierwsze, wątpią czy spór o uchylenie uchwały ma tzw. zdatność ugodową, która w prawie polskim jest przesłanką zdatności arbitrażowej. Po drugie, podnoszą, że okoliczność, iż rozstrzygnięcie w tego typu sprawach musi wiązać wszystkich wspólników (ma rozszerzoną prawomocność), jest przeszkodą aby sądy polubowne mogły orzekać (i kwalifikują tę kwestię jako problem zdatności). Współcześnie, coraz szerzej reprezentowany jest jednak pogląd, że wspomniane trudności nie mają nic wspólnego ze zdatnością arbitrażową. Nie są – i to już w obecnym stanie prawnym – przeszkodą ku temu aby to sąd polubowny orzekał w sporach uchwałowych. Przekonująco wykazują to w swoich publikacjach zwłaszcza Rafał Kos i Andrzej W. Wiśniewski. Dynamiczny rozwój doktryny w tej dziedzinie widoczny jest w najnowszych publikacjach dotyczących omawianego zagadnienia (zob. w szczególności pracę zbiorową pt. „Spory korporacyjne w praktyce arbitrażowej – perspektywa polska i niemiecka” pod red. W. Jurcewicza, K. Pörnbachera i C. Wiśniewskiego, C.H. Beck 2017).

Czytaj dalej

Wpływ Brexitu na swobodę przepływu orzeczeń pomiędzy państwami UE i Wlk. Brytanią

Jak powszechnie wiadomo Anglia od lat stanowi dominujące centrum rozstrzygania sporów handlowych w Europie i na Świecie. Strony ze wszystkich zakątków Świat decydują się poddać swe transgraniczne spory handlowe pod rozstrzygnięcie angielskich sądów powszechnych lub sądów arbitrażowych z siedzibą w Anglii.

Jest wiele źródeł tego sukcesu, w tym m.in.: sprawne i doświadczone w skomplikowanych sprawach handlowych sądy, świetna obsługa prawna, polityka jurysdykcyjna angielskiej judykatury, wreszcie sam fakt obowiązywania w angielskich sądach języka angielskiego, który stanowi lingua franca handlu międzynarodowego.

Istotne jest tu jednak również to, że orzeczenie wydane przez angielski sąd korzysta ze swobodnego przepływu we wszystkich pozostałych państwach członkowskich Unii Europejskiej. Dzieje się tak dzięki przepisom unijnym, a w szczególności na podstawie przepisów rozporządzenia Bruksela I dotyczącego jurysdykcji, uznawania i wykonywania orzeczeń w sprawach cywilnych i handlowych (obecnie rozporządzenie nr 1215/2012). Orzeczenie sądu angielskiego – jako sądu państwa UE – korzysta zatem ze swoistego unijnego paszportu. Paszport ten zapewnia członkostwo w UE. Czy po wyjściu Wlk. Brytanii z Unii Europejskiej Londyn zachowa dominującą pozycję jako globalne centrum rozstrzygania sporów cywilnych i handlowych?

Czytaj dalej